Ostatnio całkiem sporo słyszy się o dronach. rzeczywiście jest to dosyć gorący temat, pojawiający się zarówno przy okazji festiwalu robotów, jakim jest Robocomp, jak i przy okazji koncertów, jako przyjaciele imprezowiczów, zrzucający im piwo. Z pewnością robot, który może być zdalnie sterowany, przekazywać obraz, czy dane z wszelkiego rodzaju innych czujników posiada ogromne możliwości, co leży u podstaw tak wielu jego zastosowań. I na szczęście udaje się znaleźć również takie 100% pozytywne (nie, żeby zrzucanie piwa takim nie było !), jak np. ratowanie ludzi.
Znanym faktem jest, że Kanada obficie zaludnionym państwem nie jest. Niezamieszkałe połacie pola stają się sporym problemem podczas wykonywania najprostszych nawet akcji ratowniczych. Podobnie było 9. maja, kiedy to wydarzył się wypadek samochodowy na terenach niezamieszkałych, w dodatku w miejscach występowania temperatur bliskich zeru (okolice Saskatoon)
0 12:20 służby ratownicze otrzymały informację o zaistniałym wypadku. Pomimo zaangażowania licznych zespołów, wliczając straż pożarną, nie znaleziono nikogo w promieniu 200 m. od uszkodzonego pojazdu. Kiedy to nie pomogło, na pomoc wezwano helikopter pogotowia ratowniczego, wyposażony w sprzęt działający w podczerwieni, do wizji nocnej, jednak i to nie dało żadnych rezultatów Ostatecznie zdecydowano się zatrudnić tego malca:
o nazwie Dragonflyer X4-ES, wyprodukowanego przez firmę Dragonfly Innovations (z resztą mieszczącą się we wspomnianym Saskatoon-oto, jak robi się biznes lokalny ! ;)), wyposażonego w kamerę podczerwoną firmy FLIR.
O 2:10 poszkodowany wykonał telefon na numer 911, zgłaszając, iż nie wie, gdzie się znajduje i jest bardzo wyziębiony. W tym momencie, z pomocą sieci telefonicznych i systemu GPS ustalono, że znajduje się on ok. 3,2 km od miejsca wypadku. Służby przeniosły się w ten obszar, dron został uruchomiony i z wykorzystaniem kamery odnalazł trzy gorące punkty na ekranie, z czego jednym z nich była ofiara wypadku-200m od miejsca telefonowania, bez obuwia i żadnych ubrań chroniących przed wychłodzeniem, mężczyzna sturlał się wgłąb lasu z ośnieżonej góry.
W tym momencie służby szybko dotarły do poszkodowanego, transportując go do szpitala. Gdyby nie dron, prawdopodobnie mężczyznę udałoby się odnaleźć dopiero za światła dziennego, do którego to momentu, z powodu strasznego zimna, mógłby nie doczekać. Szacuje się, że jest to pierwszy przypadek, w którym dron był wykorzystany w tego typu akcji ratowniczej. Spisał się jednak znakomicie, co najprawdopodobniej zapewni mu stałe miejsce w tego typu trudnych zadaniach (głównie misje w nocy, gęstym lesie oraz na rozległych terenach). Film z akcji można obejrzeć tu:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz