Translate

niedziela, 4 stycznia 2015

Kiedy faktycznie druk 3D zaczyna wchodzić do naszych domów ?

Odkąd druk 3D w technologii FDM zaczął stawać się coraz bardziej popularny na Światowych rynkach, odkąd okrzyknięto go jedną z rewolucji 21. wieku, odkąd słyszymy o nim w wiadomościach i czytamy w najbardziej popularnych stronach informacyjnych - cały Świat zadaje sobie jedno kluczowe pytanie - kiedy i w jaki sposób technologia tworzenia przedmiotów w trzech wymiarach wejdzie do naszych prywatnych domów ?

Zasadniczo odpowiedzi w tej kwestii podzielić można na dwie kategorie:
a) w momencie, kiedy technologia będzie na tyle tania i dostępna, jednocześnie spełniająca seryjnie wszystkie normy użytkowania, aby można było wejść do sklepu RTV AGD i po prostu kupić sobie drukarkę
b) w momencie, w którym użytkownik końcowy będzie jednocześnie tym, który będzie miał bardzo dużo możliwości wykorzystania tego urządzenia, bo wtedy też będzie ono dla niego znacznie bardziej atrakcyjne.
Podpunkt a pozwolę sobie pozostawić na inny artykuł, jest to zależne od bardzo dużej ilości czynników (między innymi zależnych właśnie od punktu b) i dużego działania ze strony przedsiębiorców zajmujących się drukiem, ale także otwarcia na ten temat ze strony sklepów i dużych koncernów dystrybuujących sprzęt elektroniczny.

Uchwyt na latarkę na rurze odkurzacza

Tematem dzisiejszego posta będzie jednak głównie punkt b i to na nim chciałbym się skupić. Wykorzystanie druku 3D. Szperając krótką chwilę w internecie nietrudno znaleźć informacje o tym, ile to przeciętny człowiek możne zaoszczędzić wykorzystując narzędzie, jakim jest druk 3D w gospodarstwie domowym (wyliczono tę kwotę na ok. 2500$ rocznie - nieźle, nie ?), jakie genialne walory i nieprawdopodobne możliwości druk 3D niesie za sobą. Zdecydowanie, urządzenia te mogą wydrukować faktycznie WSZYSTKO.

Zamontowana na rurze latarka w wydrukowanym montażu


Czym więc jest to szeroko nieokreślone WSZYSTKO? No i tu niestety rodzi się problem. Zwykły użytkownik drukarki 3D, o którym rozmawiamy, w 95% nie posiada umiejętności modelowania 3D, tworzenia własnych wzorów, przedmiotów. Po prostu nie, każdy ma swoją niszę, swój zawód, jest ekspertem w swojej dziedzinie, a na dziś dzień program szkolny nie obejmuje jeszcze rysowania w trzech wymiarach. Skąd więc wziąć modele, które możemy wydrukować ? Tu sposobów jest kilka:
1. Zlecić wymagany przedmiot firmie wyspecjalizowanej w modelowaniu, czy też znajomemu freelancerowi (ciekawe, ilu takich zna przeciętny Polak ;)), który za nas zajmie się tematem (niestety, projektowanie chwilę trwa, a nikt nie zrobi tego za darmo, w przypadku niektórych specyficznych elementów będzie to jednak nadal spora oszczędność)
2. Pobrać gotowy model z bazy modeli 3D. Bazy takie są szeroko dostępne, znajdują się w nich tysiące modeli, w większości zapytań jedynym problemem jest przebrnięcie przez nieskończoną ilość modeli (wiadomo, jak w takich bazach jest-znaczna większość modeli nie nadaje się do niczego). I możemy drukować. Warto zaznaczyć, że te modele nie powinny być sprzedawane, bo są w większości przypadków udostępniane na licencjach CC.
3. Pobrać (kupić ?) model ze strony producenta sprzętu, który zamiast zajmować się logistyką i potężną dystrybucją przedmiotów z wtryskarek udostępnia za grosze model na swojej stronie.

Odkurzacz z zamontowanym akumulatorem

Zaraz. Co ja właśnie przeczytałem ? Pobrać model za grosze ze strony producenta ?
Fakt, brzmi mocno futurystycznie i nierealnie, jednak zgodnie z przewidywaniami, to właśnie ma być główny nurt rozwoju i popularyzacji druku 3D, jednocześnie potężne obniżenie kosztów producentom tych elementów, a finalnie obniżenie ich ceny dla użytkownika. Brzmi super !
I oto na rynku pojawiła się pierwsza odważna firma, która w tym kierunku poszła. Firma Hoover, a w zasadzie Techtronic Industries, Chiński Gigant sprzedający sprzęt firmy Hoover, pokazałą modele 3D w otwartej bazie danych (thingiverse). Po zatrudnieniu zespołu młodych projektantów, Ci, jak widać z powodzeniem, postanowili wdrożyć w firmie nowy nurt - udostępnianie kluczowych technologii i rozwiązań firmy do zastosowania we wcześniej zakupionych urządzeniach. Mimo, iż pliki, które pojawiły się na serwisie to rozwiązania dosyć nietypowe - pierwszym z nich jest uchwyt na latarkę mocowaną na rurze odkurzacza, drugą obudowa do akumulatora, aby wykorzystywać urządzenia bezprzewodowo (wow !), to jest to pierwszy tego typu gest wykonany przez wielką korporację.
Wiosną 2015 roku planowane jest udostępnienie kolejnej partii modeli do pobrania.

Akumulator w obudowie

Zupełnie subiektywnie-jestem przekonany, że za firmą Hoover już niedługo pójdą również inne firmy, które będą chciały zapewnić użytkownikom "wyciśnięcie" dodatkowych funkcjonalności z dotychczas użytkowanych urządzeń. W końcu mimo czasów "jak się zepsuje wymień na nowe" mamy też czasy "jesteśmy najfajniejsi, trzymaj się nas", a takie ruchy z pewnością pozwolą na większy stopień zaprzyjaźnienia z użytkownikiem.
Subiektywnie po raz drugi - sami korzystamy w firmie z odkurzaczy firmy Hoover i jestem pewien, że już niedługo nowe gadżety pojawią się w naszym biurze. Być może właśnie ten element jest tym, który w niedalekiej przyszłości zapoczątkuje na szeroką skalę nowy trend w naszych domach.

niedziela, 2 czerwca 2013

DIY łódź podwodna

Nie wiem, co Wy robiliście w wieku 18 lat, natomiast pewien jestem, że Justin Beckerman nie traci czasu i tworzy genialne konstrukcje. Po kilku wcześniejszych projektach, które opisuje na swoim blogu (również takich związanych ze znajdowaniem się poniżej poziomu tafli wodnej), tym razem jego łupem padła łódź podwodna.
Chociaż Justin nie udostępnia zbyt wiele informacji na temat swoich projektów, z poniższych filmików sporo można wyczytać. Między innymi to, że łódź wykonana została z plastikowej rury, wykorzystywanej przy kładzeniu instalacji sanitarnych, przez co jej odporność na ciśnienie nie jest zbyt duża (raczej tylko kilka metrów wgłąb wody). Najwyraźniej wie o tym również sam autor, bo zadbał o 20-minutowy zapas tlenu na swoim wehikule, by w razie jakichkolwiek awarii mógł przetrwać ;).. Co jeszcze ? Mamy swojego rodzaju peryskop, wykonany z akrylowej półkuli, dzięki czemu zasiadający za sterami ma pełną widoczność otoczenia łodzi i szybko otwieralne wieko wyjściowe. Sam projekt zajął autorowi 6 miesięcy, a wykonany był, jak mówią dziennikarze, "w kuchni jego mamy". Nie jest to może cud techniki, ale autorowi i tak należą się niemałe brawa za umiejętności i poświęcony czas. Więcej w filmikach:


sobota, 1 czerwca 2013

Człowiek, który sprowadził orbitę na Ziemię

Komandor Chris Hadfield- znacie ? Tak nazywa się człowiek, który pokazał milionom ludzi prawa fizyki z perspektywy Ziemskiej orbity. Jeszcze go nie znacie ? To zapraszam do lektury.

Misja już się skończyła, więc poukładajmy to wszystko od początku. Chris Hadfield, który wychowywał się na farmie w Ontario, rozpoczął swoją przygodę z lotnictwem w 1978 roku, kiedy dołączył do Kanadyjskich Sił Lotniczych, gdzie szybko stał się jednym z głównych pilotów (1978 rok w bazie Portage la Prairie, 1984 w Moose Jaw). W późniejszym okresie, jako pilot testowy obleciał ponad 70 różnych maszyn. W 1992 roku został wybrany spośród grupy 5000 aplikantów do NASA, gdzie był kierownikiem zespołu do spraw szklanych pokryć wehikułów, wykonując 25 projektów. W 1995 roku po raz pierwszy opuścił Ziemską orbitę, spędzając czas w stacji Mir, a już w 2001 na nią powrócił, by badać kosmiczne zrobotyzowane ramię manipulatora. Podczas tych misji spędził ok. 15 godzin poza stacjami kosmicznymi, odbywając kosmiczne spacery. Brzmi nieźle, ale z pewnością nie to jest powodem, dla którego mielibyśmy go wszyscy znać, prawda? Zdecydowanie nie. Jest to jednak znakomity powód, aby...

Hadfield: Nie mam pojęcia, jak te Brazylijskie wzgórza wyglądają na Ziemi, ale z kosmosu, jest to mózg.

...15 marca mianować pana Chrisa Hadfielda Komandorem ISS Ekspedycji 35, podczas której miał on przeprowadzić ok. 200 naukowych eksperymentów dotyczących zachowania cieczy an elipsoidzie, oraz zmiany ich fizycznych właściwości w zależności od zmian pola magnetycznego, w celu zbadania inteligentnych materiałów pod kątem zapobiegania trzęsieniom Ziemi, a także badań nad skanami ultradźwiękowymi. Dla nas najważniejszy jednak jest eksperyment związany z mass media, podczas którego komandor przez 144 dni wrzucał posty na Twittera, Facebooka oraz Youtube'a, inspirując tym samym miliony ludzi na całym Świecie.

Wyciskanie mokrego ręcznika na orbicie.

Subskrybentów na kanale komandora przybywało z każdą minutą, a sam Hadfield każdego dnia wrzucał nowe posty, zdjęcia z kosmosu oraz filmiki, w których opowiadał o życiu na orbicie i zachodzących tam zjawiskach fizycznych (jak spać w kosmosie ?, jak się ogolić ?, jak zrobić kanapkę z masłem orzechowym? lub co zrobić, gdy czujemy się chorzy?). Tym samym, Chris Hadfield zadziwił miliony widzów Youtube'a pokazując kosmiczną codzienność i trudności z nią związane, a także tak proste sprawy, jak wyciskanie ręcznika i problemy powodowane własnościami cząstki wody. Dzięki zupełnie ludzkiemu, chwilami wręcz   dowcipnemu podejściu do tematu (np. podczas śpiewania piosenki "Space oddity", film poniżej) komandor stał się mentorem wielu ludzi, którzy śledzili jego filmy. Dziś, po powrocie ma sporo czasu na przystosowanie się do swojej nowej roli, którą z pewnością będzie kontynuował podczas kolejnego wypadu na orbitę.

"Space oddity" w wykonaniu Komandora Hadfielda.

Warto wspomnieć, że poza tym, co komandor dał odbiorcom YouTube'a, zajmował się on również badaniami cytrometrów, które laserowo zabijają pojedyncze komórki, oraz projektem SPHERES-Zero-Robotics, który ma na celu pozwolić młodym pasjonatom kosmosu tworzyć algorytmy do niewielkich satelit znajdujących się na pokładzie ISS. Czekamy na kolejny wypad w kosmos..

sobota, 25 maja 2013

Dronochód ?

W ostatnim czasie internet (tak samo, jak i ten blog w postach o dronach ratujących życie, czy tych zrzucających piwo na koncertach) zalewany jest masą informacji na temat robotów latających. Dobrą i użyteczną zabawką są poruszające się w powietrzu maszyny. Ale czy nie pamiętacie, ile frajdy dawały pierwsze zdalnie sterowane samochodziki, którymi bawiliśmy się w dzieciństwie...
Z pewnością zapach sensacji w powietrzu, adrenalinę we krwi, żyłkę rywalizacji i masę radości z takiej zabawy pamięta również brytyjski designer Witold Mielniczek (z pewnością, jest 100% Brytyjczykiem !), który doszedł do wniosku, że za mało dziś powstaje ciekawych offroadowych konstrukcji, którymi moglibyśmy posterować, w miejsce których tworzonych jest masę dronów. W związku z tym zaprojektował on B, czyli połączenie quadrocoptera i zdalnie sterowanej terenówki.

Całość zamknięta w karbonowej obudowie, i posiada cztery pierścienie, będące kołami. Nie mają one jednak centralego napędu, zamiast którego napędzane są mechanizmem umieszczonym na obwodzie pierścieni, zostawiając wolną przestrzeń w ich centrum na 7-calowe śmigła. Wszystkie części są dosyć elastyczne i łatwo dostępne, dzięki czemu w chwili twardego lądowania i jakichkolwiek uszkodzeń łatwo o nowe elementy.


11-voltowa bateria litowo-jonowa zapewnia 15-minutową pracę (na razie trochę mało, jak na bardziej wyszukane i skomplikowane zadania, ale do zabawy wystarczy), a na pokładzie znajduje się również czytnik kart SD oraz kamera o rozdzielczości 720p.


Autor stworzył już działąjący prototyp, ale zapowiada, ze to nie koniec atrakcji ! Na razie trwają prace nad zapewnieniem pełnej odporności na wodę, dzieki czemu do pojazdu i samolotu dołączy jeszcze swoista łódź. Docelowo robot miałby też posiąść możliwość przysysania się do ścian i sterowania zdalnego przez aplikację z telefonu komórkowego. Gdzieś w dalszej przyszłości przewijają się również plany stworzenia większej gabarytowo maszyny, któą dosiąść mógłby człowiek.
Masa pomysłów w głowie Brytyjczyka (?) to oczywiście sposód na promocję pomysłu i określenie potrzebnej w crowdfundingu kwoty na Kickstarterze. Gotowy egzemplarz Dronochoda dostać możemy po dotacji projektu już kwotą £400. Oto B w akcji:


piątek, 17 maja 2013

Co ma wspólnego Lego i ratowanie niepełnosprawnych ?

Jak się okazuje całkiem sporo. O zestawie Lego Mindstorms NXT na tym blogu jeszcze nie pisałem. Nie, żeby nie brakowało ciekawych konstrukcji wykonanych za jego pomocą, to jednak polscy konstruktorzy robotów jakoś nie błyszczeli. Jak się okazuje-do czasu.


Oto kilka dni temu, użytkownik youtube o nicku piotrek839 zaprezentował coś, nad czym na Świecie pracuje się już od dłuższego czasu-tanią (najtańszą!) protezę ludzkiej ręki. Jak sam mówi, jego głównym założeniem było stworzenie protezy bez użycia pneumatyki, posiadającej odpowiednią funkcjonalność oraz proporcje. Gotowe ramię posiada 8 funkcji ręki sterowanych za pomocą pilota oraz jedną (zginanie łokcia) sterowaną ręcznie. Spójrzcie sami na dzieło konstruktora:


Całość rzeczywiście robi wrażenie. Mnie osobiście zaimponowały wykorzystane mechanizmy:

1. Przekładnia mechaniczna, jako odpowiednik siłownika (poważna sprawa !)


2. Elastyczne przełożenia z przekładnią kątową sterujące zginaniem palców, dzięki czemu za zgięcie odpowiada obrót ścięgna, zamiast jego skurczu-sprytne !


Ważnym faktem jest to, ze na ramieniu Piotrek nie poprzestał, stworzył on również całego plastikowego humanoida, nazwanego Terminator. Możecie go zobaczyć i przeczytać specyfikację w tym filmie:


Autorowi gratuluję dużej wiedzy i ogromnej pracowitości ! Czekamy na kolejne projekty !

środa, 15 maja 2013

Drony i termowizja w służbie ratowania życia.

Ostatnio całkiem sporo słyszy się o dronach. rzeczywiście jest to dosyć gorący temat, pojawiający się zarówno przy okazji festiwalu robotów, jakim jest Robocomp, jak i przy okazji koncertów, jako przyjaciele imprezowiczów, zrzucający im piwo. Z pewnością robot, który może być zdalnie sterowany, przekazywać obraz, czy dane z wszelkiego rodzaju innych czujników posiada ogromne możliwości, co leży u podstaw tak wielu jego zastosowań. I na szczęście udaje się znaleźć również takie 100% pozytywne (nie, żeby zrzucanie piwa takim nie było !), jak np. ratowanie ludzi.
Znanym faktem jest, że Kanada obficie zaludnionym państwem nie jest. Niezamieszkałe połacie pola stają się sporym problemem podczas wykonywania najprostszych nawet akcji ratowniczych. Podobnie było 9. maja, kiedy to wydarzył się wypadek samochodowy na terenach niezamieszkałych, w dodatku w miejscach występowania temperatur bliskich zeru (okolice Saskatoon)
0 12:20 służby ratownicze otrzymały informację o zaistniałym wypadku. Pomimo zaangażowania licznych zespołów, wliczając straż pożarną, nie znaleziono nikogo w promieniu 200 m. od uszkodzonego pojazdu. Kiedy to nie pomogło, na pomoc wezwano helikopter pogotowia ratowniczego, wyposażony w sprzęt działający w podczerwieni, do wizji nocnej, jednak i to nie dało żadnych rezultatów Ostatecznie zdecydowano się zatrudnić tego malca:


o nazwie Dragonflyer X4-ES, wyprodukowanego przez firmę Dragonfly Innovations (z resztą mieszczącą się we wspomnianym Saskatoon-oto, jak robi się biznes lokalny ! ;)), wyposażonego w kamerę podczerwoną firmy FLIR.
O 2:10 poszkodowany wykonał telefon na numer 911, zgłaszając, iż nie wie, gdzie się znajduje i jest bardzo wyziębiony. W tym momencie, z pomocą sieci telefonicznych i systemu GPS ustalono, że znajduje się on ok. 3,2 km od miejsca wypadku. Służby przeniosły się w ten obszar, dron został uruchomiony i z wykorzystaniem kamery odnalazł trzy gorące punkty na ekranie, z czego jednym z nich była ofiara wypadku-200m od miejsca telefonowania, bez obuwia i żadnych ubrań chroniących przed wychłodzeniem, mężczyzna sturlał się wgłąb lasu z ośnieżonej góry.
W tym momencie służby szybko dotarły do poszkodowanego, transportując go do szpitala. Gdyby nie dron, prawdopodobnie mężczyznę udałoby się odnaleźć dopiero za światła dziennego, do którego to momentu, z powodu strasznego zimna, mógłby nie doczekać. Szacuje się, że jest to pierwszy przypadek, w którym dron był wykorzystany w tego typu akcji ratowniczej. Spisał się jednak znakomicie, co najprawdopodobniej zapewni mu stałe miejsce w tego typu trudnych zadaniach (głównie misje w nocy, gęstym lesie oraz na rozległych terenach). Film z akcji można obejrzeć tu:

niedziela, 12 maja 2013

Robocomp 2013

Z pewnością wszyscy tam byliście i sami to widzieliście (no, może nie dziś, ale za rok bądźcie, ok ?!), więc wiecie, jak fajnym wydarzeniem są odbywające się rokrocznie na AGH zawody robotów Robocomp. W tym roku (11.02.2013, a więc w samym środku Juwenaliów) mieliśmy już czwartą edycję tego wydarzenia (no proszę Was, przecież nie opuścicie jubileuszu w 5. urodziny, prawda?). Zainteresowanie imprezą z roku na rok rośnie, na co wskazuje rekordowa ilość zgłoszonych konstrukcji-128.


Festiwal bardzo przypominał poprzednie. Od godziny 10-14 odbywały się eliminacje do konkurencji finałowych oraz rozegrano te, które (niestety) miały najmniejszą ilość uczestników, co niestety się zdarza (najczęściej w przypadku kategorii micro sumo i nano sumo-nie tak łatwo zbudować roboty w rozmiarach odpowiednio 5x5 cm i 2,5x2,5 cm, które w dodatku będą rywalizować w sumo). Ponadto w tych godzinach firmy sponsorujące miały możliwość pokazania swoich konstrukcji, co przyciągnęło wielu ciekawskich. 
O godzinie 15 rozpoczęły się finały, odpowiednio: line follower (śledzenie linii), mini sumo, sumo oraz line follower enhanced (bieg z przeszkodami ;)). Niestety w konkurencjach finałowych nie oglądaliśmy: micromause (czyli robot mysz w labiryncie-jeden uczestnik), lego sumo, line follower light (bez turbin) oraz wyścigu robotów kroczących, które były tylko konkurencjami pokazowymi. Nowością była możliwość obserwowania wyników na żywo na stronie: http://live.robocomp.info/. Być może za rok doczekamy się i transmisji tv? ;)
Line follower to konkurencja, w której zadaniem robotów jest jak najszybsze przejechanie trasy wyznaczonej przez naklejoną na białym tle czarną linię. Czasy są przeważnie bardzo krótkie, a roboty zadziwiająco szybkie, co jest wynikiem tego, że na dzień dzisiejszy każdy z uczestników montuje w swoim robocie turbinę wytwarzająca podciśnienie, dzięki czemu ten znacznie lepiej trzyma się trasy. W finale obserwowaliśmy cztery roboty, które eliminacje zakończył z czasem poniżej 5 s. Najszybszy z nich (finałowa trasa to dwa przejazdy okrążenia dłuższego niż eliminacyjne) okazał się Thunderstorm z AGH, z czasem 11.027 s.
Następnie mieliśmy okazję oglądać walki robotów z kategorii mini sumo. Robot takinie ma ograniczenia wielkości w pionie, natomiast musi zmieścić się w otworze wielkości 10x10 cm przed startem. Po rozpoczęciu walki te zasady już nie obowiązują, co było bardzo często wykorzystywane przez uczestników (różnego rodzaju opadające skrzydła, ukośne blaszki itp.) Tutaj było najwięcej finalistów, więc obserwowaliśmy walki aż od ćwierćfinałów. Ostatecznie bezkonkurencyjny okazał się robot o nazwie Enova, stworzony przez zespół sponsorowany przez firmę Enova (ciekaweee...). Co zadziwiające nie wykorzystywał on żadnych dodatkowych elementów mechanicznych.

Walka w kategorii mini sumo-widoczne dodatkowe elementy ustawione w pionie

Sumo, to już roboty większe, o wymiarach 20x20xnieskończoność cm o masie max. 3 kg. Tutaj było trochę nudniej. Spośród czworga finalistów ŻalDS i n00b zawierały sterowanie oparte na zestawach klocków lego NXT, przez co były bardzo powolne, czego wynikiem w ich bezpośrednim pojedynku był wręcz remis w wyniku upływu 3 minutowego czasu pojedynku (a przecież to fajne duże roboty, do boju !). Ciekawej było już w finale, który na swoją korzyść rozstrzygnął CEDRON.

Osławiona najnudniejsza walka. Było dużo czasu na robienie zdjęć ;)

Na koniec organizatorzy zostawili tę najciekawszą konkurencję-line follower enhanced (przykładowy film z zawodów możecie obejrzeć na vimeo). Na trasie robotów (poza samym przejechaniem linii oczywiście) pojawiły się jeszcze: cegła, dwa przerwania trasy oraz tunel, który miał utrudnić odróżnienie linii od tła. O ile z tunelem wszystkie roboty poradziły sobie znakomicie (każdy posiada oświetlenie trasy, więc ciebie nie są przeszkodą), to zarówno cegła, jak i przerwanie trasy okazały się kłopotliwe i nie wszystkie konstrukcje były w stanie sobie z nimi poradzić. Ostatecznie najszybszy w tej konkurencji okazał się Thunderbolt, czyli kolejna konstrukcja rodem z AGH (pierwowzór najszybszego w Line Follower Thunderstorm'a).

Line Follower Enhanced. Na trasie najwolniejszy z robotów, które ukończyły bieg: Shock

Nie można zapomnieć również o rozegranej Motorola Solutions Freestyle, w której w tym roku niestety wystąpiły tylko trzy konstrukcje: robot czworonożny, latający sześciośmigłowiec z kamerą i zbudowany ze szkła standardowy manipulator sterowany kontrolerem z PlayStation. 
Podsumowując: zawody robotyki są coraz szerzej obserwowanym zjawiskiem w Polsce i na Świecie, co widać po imprezach typu Robocomp (w tym roku startował nawet team z Litwy). Z pewnością wpływa to na popularyzację robotyki w szerszym środowisku, chociaż organizacja wciąż nie stoi na najwyższym poziomie. Wydaje się, że brak jest również bardziej wyszukanych konkurencji, jak angielskie robot wars, w których konstrukcje wyposażone są w różnego rodzaju piły, miotacze ognia, topory itp. (tu zapraszam do dyskusji, bo być może uważacie inaczej?), czy większej konkurencji, np. w ciekawej konkurencji MicroMouse. Na pierwszy rzut oka widać jednak, ze roboty umieją coraz więcej i rośnie ich poziom autonomii, a konstruktorzy są coraz młodsi (kilka zespołów z liceów). Zobaczymy, co stanie się za rok, na jubileuszowej już V. edycji festiwalu.